KOLEJNA AFERA?

 

 GetBack”. To najczęściej wymawiana w ostatnich dniach nazwa firmy windykacyjnej, która w świadomości ludzi a przede wszystkim pokrzywdzonych będzie kojarzyła się z olbrzymimi stratami finansowymi. I mimo, iż jest porównywana z aferą „Amber Gold”, to jednak skala jest o wiele większa. Mowa jest o co najmniej 2,6 mld złotych! Robi wrażenie. Wydawałoby się, że na fali poprzednich bankructw instytucji finansowych, kolejna nie powinna się wydarzyć! Zatem, czy mimo wszystko rzeczywiście mamy do czynienia z aferą finansową na większą skalę niż wspomniana Amber Gold?

Straty inwestorów wynikające z obligacji „GetBack” w zestawieniu ze stratami przy aferze „Amber Gold”, to kwota przynajmniej trzy razy większa. Do tego cieniem na wszystkim kładzie się brak pełnej informacji i jej fałszowanie przez byłe władze spółki. W przypadku poprzednich afer ci, którzy powierzyli swoje oszczędności mogą liczyć – jak się wydaje – na zwrot co najwyżej kilku procent.

W przypadku GetBack, w związku z brakiem wiarygodnych danych, trudno określić jaki będzie ostateczny poziom strat inwestorów. Na dziś wiele osób chciałoby odzyskać chociaż część środków, nie mówiąc już o całości czy odsetkach.

GetBack posiada zakupione portfele wierzytelności na które wydane zostały miliardy złotych – póki co nikt nie twierdzi, że jest inaczej – zatem środki zgodnie z logiką działania rynku zarządzającego wierzytelnościami powinny wrócić. Natomiast kluczowe jest pytanie jakiej jakości są te portfele oraz ile i w jakim czasie uda się odzyskać. Propozycja układu wprowadza dodatkowe zamieszanie, już wskazując redukcję do 65%, co nie jest pewne gdyż spółka nie ma środków by zapłacić za postępowanie.

Kiedy GetBack wchodził na giełdę towarzyszyła mu euforia zakupowa, dodatkowo animowana przez sprzedawców. Udana emisja obligacji czy akcji to jeszcze nie sukces, natomiast terminowa ich obsługa jest sukcesem. Firma pozyskała bardzo duże środki na zakupy portfeli, żywą gotówkę. Mając tak duży zastrzyk finansowy i sprawny Zarząd mogłaby swobodnie zrealizować swój biznes plan, a co za tym idzie zacząć czerpać zyski i dać zarobić. Szacuje się, iż skupiła, między innymi, ponad 80% wszystkich wierzytelności oferowanych w 2017 roku przez banki. Jednakże nie jest istotne ile się kupuje, ale jak to się robi. Naszym zdaniem, GetBack zbyt agresywnie wchodził w rynek i zbyt mocno inwestował w poszczególne pakiety wierzytelności. Tempo w jakim te zakupy odbywały się spowodowało, że firma znalazła się w punkcie kiedy nie zdążyła spieniężyć nabytych aktywów a tym samym nie mogła z sukcesem obsługiwać swojego długu.

Najbliższe miesiące przyniosą nam wiele informacji, zwłaszcza teraz po aresztowaniu byłego Prezesa i jego doradcy, których zeznania będą kluczowe dla sprawy. Przekonamy się czy mamy do czynienia z przeinwestowaniem czy też jest drugie dno. A może ktoś rzeczywiście popełnił przestępstwo? Czas pokaże.

Od samego początku zaczęło się poszukiwanie winnych spoza firmy. Na pierwszy ogień poszła KNF, która być może popełniła jakieś błędy, choć na tę chwilę bylibyśmy ostrożni z takimi wnioskami. Dlaczego? Otóż, to, że firma nie wykupiła obligacji, nie oznacza z automatu, że winę ponosi KNF, który z założenia nie jest audytorem i nie wystawia glejtu z informacją, że te akurat obligacje są bezpieczne i śmiało można w nie inwestować. KNF może analizować działania pod kątem zgodności przyjętego modelu z realiami na bazie otrzymanych dokumentów.

Jak się dowiadujemy z mediów, w większości były to emisje prywatne, czyli nie będące pod nadzorem KNF. Jedynym jej zadaniem w tej konkretnej sytuacji jest to, że KNF ma pilnować, żeby tego typu emisje, notabene zgodnie z prawem były skierowane do ograniczonej liczby potencjalnych chętnych, a nie realizowano quasi emisji publicznych. Emisje prywatne zgodnie z założeniami mają być do małej liczby odbiorców, natomiast GetBack pozyskał miliardy złotych poprzez emisje bardzo dużej ilości obligacji. Oczywiście emisje publiczne też realizował, ale nie były one dominujące. Być może mamy do czynienia z „nieszczelnością” przepisów prawa, jednak na tę chwilę to tylko przypuszczenia.

Jako Kancelaria Doradców Biznesowych zawsze informujemy i uczulamy naszych klientów o ryzyku biznesowym, w tym inwestycyjnym. Weryfikujemy firmy pod kątem wiarygodności, tak aby wyeliminować lub minimalizować ryzyko strat naszych partnerów.

Warto podkreślić, że nie wszystkie firmy wypuszczają obligacje dużego ryzyka. Racjonalnie zarządzane spółki z tej branży mają dobre wyniki, spłacają swoje zobowiązania i zapewniają inwestorom przychody. Takie sytuacje jak GetBack to rzadkość, a wynikają nie z problemów związanych z emisją papierów wartościowych, a błędów wewnętrznych spółki. Obligacje korporacyjne dają szansę na większe zyski niż obligacje skarbowe, co wynika z faktu iż wiążą się z większym ryzykiem i mogą nie przynieść oczekiwanych zysków, a czasem stratę.

Na dziś, na podstawie informacji płynących z GetBack, z prasy, od pokrzywdzonych rysuje się obraz wysokiej skali błędów, może też kradzieży i oszustwa, czy błędów instytucji kontrolnych, giełdy, analityków, agencji ratingowych czy audytora, ale na razie nie są znane wszystkie fakty.

Jedna kwestia jest oczywista – ta sprawa musi zostać wyjaśniona, gdyż liczba pokrzywdzonych i skala (co najmniej 2,6 miliarda złotych) nie jest obojętna społecznie. Wiele osób włożyło w te obligacje oszczędności życia. Z naszych rozmów z pokrzywdzonymi wynika, iż Ci którzy oferowali obligacje GetBack sprzedawali je jako papiery pewne i wyjątkowe.

Zbieramy dane i informacje, przygotowujemy ścieżki postępowania, aby aktywnie wspierać odzyskanie środków i doprowadzić do rozwiązania tej sprawy. Uważamy, że jest to jeden z czynników ludzkiego postępowania.

Hits: 7

By | 2018-06-22T14:56:55+00:00 2018-06-22 2:56|Categories: Artykuły|Tags: , , |0 Comments

Leave A Comment

WP to LinkedIn Auto Publish Powered By : XYZScripts.com