Wykorzystanie danych biznesowych może służyć nie tylko do oszustwa. Ale także  w celu zmniejszenia przewagi konkurencyjnej. Sposób pozyskania danych, metoda, może być całkiem legalna lub nie. Bardzo często prowadząc biznes i mając do czynienia z konkurencją zastanawiamy się, czemu ktoś nas wyprzedza w pomysłach? Czy jest bardziej kreatywny czy ma dostęp do informacji, do których nam nie udaje się dotrzeć? Skąd konkurencja czy oszuści tyle o nas wiedzą?

Samo pozyskiwanie danych o konkurencji, o ludziach nie jest nielegalne czy zabronione. Dzisiaj wszystkie firmy chcące skutecznie i efektywnie prowadzić biznes, monitorują działania konkurencji. Wynajmują do tego specjalistyczne firmy.  Ale warto pamiętać, że nie wolno przy tym łamać prawa. Prowadzimy wywiad konkurencyjny dla naszych klientów. Nasi Klienci chcą wiedzieć, w czym mogą konkurencję wyprzedzić. Oczywiście wszyscy wiedzą, że najlepiej jest wsłuchiwać się w rynek, odczytywać potrzeby Klientów. I zrozumiałe jest, że monitorowanie otoczenia firmy, zbieranie opinii na temat firmy, to jeden z elementów wywiadu konkurencyjnego. Działanie etyczne w tym zakresie opiera się na korzystaniu z danych, jakie do nas same docierają. Problemem wielu firm jest to, kiedy informacje wyciekają z firmy i dostają się do konkurencji. Tu też służymy pomocą, bo dzisiaj niestety przy tak dużej fluktuacji kadr, łatwo jest w powodzi zwolnień ukryć fakt, że ktoś zatrudniony przez nas działa na dwa fronty – pracuje u nas, ale nie dla nas, a dla konkurencji.

Niestety problemy pojawiają się wtedy, kiedy ktoś podejmuje się działań przestępczych. W zeszłym roku, zadzwonił do mnie kolega prosząc o poradę w nietypowej dla niego sprawie. Otóż jego kolega, jeden z prezesów pewnej spółki, odkrył instalację podsłuchową założoną w swoim domu. Podsłuch miał i w garażu i w domu. Był na tyle spanikowany, że chciał sprzedać swój piękny dom. Najgorsze, że w panice, wyrwał część instalacji. Wytrwale, za pośrednictwem mojego kolegi tłumaczyłem mu, że to był błąd, gdyż spłoszył szpiega. Gdyby tego nie zrobił, dzięki temu, iż instalacja działałaby, gdzieś w pobliżu ktoś był, kto podsłuchiwał, i można to było wykorzystać dla swojej korzyści namierzając podsłuchującego i jego mocodawcę i wykorzystać w ten sposób i sam podsłuch, karmiąc konkurenta nieprawdziwymi, dezinformującymi danymi a na końcu ujawnić dowody i wygrać potem batalię z konkurencją w sądzie.

Gdy ktoś się pyta jak można legalnie pozyskiwać informacje – zawsze odpowiadam, że należy wykorzystywać słabe strony organizacji, jaką się obserwuje. A do tych słabych stron należy i to, że firmy same wypuszczają całe morze informacji, tylko nie wiadomo gdzie i jak ich szukać oraz jak je weryfikować. Dlatego chcąc monitorować konkurencję, trzeba po pierwsze mieć doskonałych analityków, po drugie mieć swoje know how, które się strzeże jak oka w głowie. Stosowanie nielegalnych metod to miecz obosieczny zwykle godzący w tego, kto nim się posługuje

I to się niestety zdarza, bo informacja jest dla wielu droższa niż zloto. Tracą więc rozsadek a jak do tego dochodzi amatorszczyzna, to o tragedię wcale nie jest trudno.

Innym, dużo poważniejszym problemem jest stosowanie rozpoznania przez oszustów i przestępców. Ci poświęcają dużo pracy i środków, by przygotować operację nakierowaną na zaszkodzenie swojej ofierze i nielegalne zdobycie środków.

W przypadku oszustów, oni zawsze stosują rozpoznanie. Zawsze, chyba że są totalnymi amatorami. Najpierw rozpoznają firmę, szukają jej słabych punktów, rozpoznają procedury. Stosują tzw. mrówki, słupy, które mają za zadanie podjęcie prób oszustw by zobaczyć, czy firma jest kontrolowana, i jak działa w wypadku wykrycia oszustwa. Jak  szybko reaguje, jak skutecznie windykuje. Szukają przekupnych pracownikow, szukają powiązanych z zatrudnionymi, zbierają ich dossier, etc. Docierają do zatrudnionych, klientów, dzwonią na infolinie i tam wypytywują o wszystko. Już wiadome jest, że zorganizowane gangi oszustów, szukają w swoim środowisku informacji o podatnych na korupcję pracowników firm, szczególnie z branży finansowej – banków, firm faktoringowych, leasingowych czy ubezpieczeniowych. Znany mi jest przypadek, że przez szereg działań tak namierzona osoba została najpierw sama oszukana a na końcu nie mając pieniędzy a mając masę długów, została zachęcona do oszustwa, za które zaoferowano jej wynagrodzenie likwidujące jej zadłużenie.

Wielu ludzi zachęcanych jest do zaciągania nieformalnych zobowiązań. Ludzie biznesu, mając trudności finansowe, trafiają do naganiaczy, którzy wykorzystują zadłużenie firm, właścicieli spółek, dyrektorów renomowanych przedsiębiorstw osób np. uzależnionych od hazardu i tak tworzą całe bazy danych ludzi, którzy mając potwornie duże zobowiązania, są gotowi na wszystko, byleby ktoś ich od długów uwolnił. I bardzo często taki „dobry wujek” pojawia się nagle z propozycją nie do odrzucenia. By pomógł wyłudzić kredyt, leasing czy wystawił kilka lewych faktur. Całe tabuny naganiaczy poszukują swoich ofiar w siłowniach oraz tłumnie odwiedzanych przez menadżerów clubach fitness czy dyskotekach.

Jeśli ktoś stoi na przeszkodzie do wyłudzenia, potrafią spreparować zdarzenia, informacje, by odwrócić na chwilę ich uwagę. Stosuje się manipulacje, by zmiękczyć kontrolujących. Składa się donosy do przełożonych. Jak trzeba można zakupić „sponsorowany” artykuł w prasie. Im większe pieniądze ktoś chce wyłudzić, im wiekszy będzie zysk, tym wiecej się inwestuje w przygotowania.

Oszuści się specjalizują.

 

Są całe korporacje, które zajmują się gromadzeniem danych o ofiarach, werbują pracowników firm, mających dostęp do określonych danych. Np. docierają do pracownikow banków. Od nich potrafią uzyskać informację o kontrahentach, posiadanych dochodach czy kredytach. Nawet gdy służby bezpieczenstwa banku wykryją wypływ danych z banku, mija zwykle wystarczająco dużo czasu, by przestępcy to wykorzystali. Dzisiaj jeśli firma nie chroni swoich danych, nie monitoruje otoczenia tego, co robią jej pracownicy, co robi ich konkurencja, o nieszczęście nietrudno. Bankructwo jest często tylko jednym z wielu niespodziewanych skutków takiej niefrasobliwości. Potyczki prawne, walka o przetrwanie może kosztować fortunę i zdrowie. Dlatego zachęcam do prewencji, szukania porad u ekspertów i zapamiętanie, prostego porównania.

Brak „systemu alarmowego w domu”, nie zniechęca a zachęca do kradzieży. Posiadanie „alarmu”, też nie zniechęca złodzieja, ale odstrasza większość z nich, którzy idą do tych, co nie mają alarmu.  A tego którego nie odstraszy, pozwala złapać na gorącym uczynku.

 

Dlatego wciąż mnie dziwią Ci, którzy wierzą, że same czujne oko Wlasciciela ustrzeże ich przed stratami. Zmieniają najczęściej zdanie, kiedy już ktoś ich okradnie, oszuka czy wykorzysta ich pewność siebie. Uważam dzisiaj za nieroztropne oszczędzanie na bezpieczeństwie biznesu. Niestety rozumiem też tych, co szukając wsparcia trafili na niekompetentne firmy doradcze. Pomimo tego, że ich czasami wykorzystano, niech się nie zniechęcają.